Przejdź do głównej zawartości

To były najlepsze dni naszego życia

Dzieci są mostem do nieba, napisała mi w dniu porodu Ciocia Marta, chwilkę po tym, jak Borówka pojawiła się na świecie. Pięknym mostem. I nie ma nic ważniejszego, godniejszego poświęcenia uwagi i czasu, niż dziecko. Sprowadzenie go na ten świat było aktem skrajnie egoistycznym. Po prostu chcieliśmy je mieć, żeby móc je kochać ślepo i beznadziejnie.

Czasami się zastanawiam, a właściwie trochę martwię, że po dzieciach nie czeka mnie już nic godnego uwagi. Pewnie to złudzenie. Słyszałam podobne obawy mężczyzny mojego życia w wielu sytuacjach, a jednak zawsze okazywało się, że za zakrętem pojawiały się nowe wyzwania. W tej chwili czuję jednak, że to właśnie najlepsze chwile mojego życia, jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1

Kochana Kaczuszko, Kilka dni temu skonczyłaś dwa miesiące. Jesteś najsłodszym, najśliczniejszym dzidziusiem na świecie. Ciągle nie możemy się na Ciebie z tatą napatrzeć. Robisz różne śmieszne miny, machasz grubonikowymi nóżkami, łapiesz nieporadnie zabawki. Czasami uśmiechasz się do kogoś, albo w przestrzeń po prostu, i wszyscy miękną. A czasami płaczesz tak strasznie, tak rozpaczliwie, że płaczę razem z Tobą, chociaż generalnie Twój płacz trochę mi już spowszedniał, bo zazwyczaj wystarczy zmienić pieluchę albo Cię nakarmić. Od jakichś pięciu dni jest bardzo ciężko. Po szóstym tygodniu zaczęłaś jako-tako się stabilizować. Przesypiałaś noce z jedną pobudką, potem zauważyliśmy, że ziewasz między 20 a 21 i z...

Bliskościowe rodzicielstwo i eksploatacja pralki

Uprawiamy rodzicielstwo bliskości, chociaż nie widziałam na własne oczy książki na ten temat. To bez zmaczenia. Rodzicielstwo bliskości uprawialy też nasze mamy i babcie, na ile tylko mogły przy trzymiesięcznych macierzyńskich i zaleceniu karmienia co trzy godziny. A zatem tulimy, nosimy, nie robimy nic na gwizdek ani pod przymusem. Na zarzut przyzwyczajania do noszenia odpowiadam, że dziecko od nowości było zepsute. Nie rozumiem co złego jest w tym, że moje dziecko chce być noszone ani w tym, że je tulę i lulam. Ona jest mała tylko raz i tylko teraz jest tak naprawdę wyłącznie nasza. Już nigdy więcej. A ja się jeszcze w domu narobię, nasprzątam i nagotuję, szkoda mi czasu, skoro możemy razem leżeć na kocyku i oglądać tekturowe klocki. Dziecko od nowości też ma skrzywienie ekologiczne. Domaga się zmian ...

Trzeba to przebiedować

Takie zdanie usłyszałam dziś od kasjerki, która zwróciła uwagę na Młodą zamotaną w chuście. Trzeba przebiedować, że dziecko małe i cały czas chce na ręce, nie przesypia nocy i tak dalej. Pani nie jest w swojej opinii odosobniona; w wyjątkowo ciężkim (i cudownie słodkim!) pierwszym miesiącu życia naszej Kaczuszki uslyszalam podobne jęki ze sto razy. Jakoś to musicie przeczekać. Początek jest trudny, ale jak trochę podrośnie, będzie lepiej. Za jakiś miesiąc to zobaczysz, będzie ci jeść i spać. Ja rozumiem, że to są słowa otuchy dla ciężko załamanych, którym się świat zawalił na głowę. Ale nam się nie tyle zawalił, co na głowie stanął. Pierwsze dwa tygodnie byłam jak pijana: ze szczęścia i z miłości. Kolej...