Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2017

To były najlepsze dni naszego życia

Dzieci są mostem do nieba, napisała mi w dniu porodu Ciocia Marta, chwilkę po tym, jak Borówka pojawiła się na świecie. Pięknym mostem. I nie ma nic ważniejszego, godniejszego poświęcenia uwagi i czasu, niż dziecko. Sprowadzenie go na ten świat było aktem skrajnie egoistycznym. Po prostu chcieliśmy je mieć, żeby móc je kochać ślepo i beznadziejnie. Czasami się zastanawiam, a właściwie trochę martwię, że po dzieciach nie czeka mnie już nic godnego uwagi. Pewnie to złudzenie. Słyszałam podobne obawy mężczyzny mojego życia w wielu sytuacjach, a jednak zawsze okazywało się, że za zakrętem pojawiały się nowe wyzwania. W tej chwili czuję jednak, że to właśnie najlepsze chwile mojego życia, jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi.

Mleko

Karmienie piersią nieustannie mnie zdumiewa. Po pierwsze, moje ciało robi mleko. Czujecie ten absurd? Jak krowa, koza czy inna oślica, mam w piersiach mleko, żeby karmić moje młode. Ja, czytająca książki, obcykana w kompy, z piątką z egzaminu z kultur prawnych europy, islamu i dalekiego wschodu, świadoma zagrożeń wynikających z konsumpcji fosforanów, używania plastiku i długotrwałej deprywacji snu. I mam mleko, dokładnie takie jak w kartonach ze sklepu, tylko trochę inne. Mleko. Ja. Po drugie, moje dziecko nie je absolutnie nic innego od czterech miesięcy. Nie dość, że żyje, to jeszcze przytyło, i waży prawie dwa razy tyle, co w dniu urodzenia. Dla mnie to w pewnym sensie przedłużenie ciąży: oddycha samo, wypróżnia się samo, ale odżywiam się za nie nadal częściowo ja. Dostaje pokarm lekkostrawny, ciepły i słodki, wytworzony z krwi, bogaty we wszystkie potrzebne elementy, dopasowujący się na bieżąco do potrzeb. Mam instagrama i jestem zwierzęciem. Jedynym gatunkiem, który utracił w...