Karmienie piersią nieustannie mnie zdumiewa.
Po pierwsze, moje ciało robi mleko. Czujecie ten absurd? Jak krowa, koza czy inna oślica, mam w piersiach mleko, żeby karmić moje młode. Ja, czytająca książki, obcykana w kompy, z piątką z egzaminu z kultur prawnych europy, islamu i dalekiego wschodu, świadoma zagrożeń wynikających z konsumpcji fosforanów, używania plastiku i długotrwałej deprywacji snu. I mam mleko, dokładnie takie jak w kartonach ze sklepu, tylko trochę inne. Mleko. Ja.
Po drugie, moje dziecko nie je absolutnie nic innego od czterech miesięcy. Nie dość, że żyje, to jeszcze przytyło, i waży prawie dwa razy tyle, co w dniu urodzenia. Dla mnie to w pewnym sensie przedłużenie ciąży: oddycha samo, wypróżnia się samo, ale odżywiam się za nie nadal częściowo ja. Dostaje pokarm lekkostrawny, ciepły i słodki, wytworzony z krwi, bogaty we wszystkie potrzebne elementy, dopasowujący się na bieżąco do potrzeb.
Po pierwsze, moje ciało robi mleko. Czujecie ten absurd? Jak krowa, koza czy inna oślica, mam w piersiach mleko, żeby karmić moje młode. Ja, czytająca książki, obcykana w kompy, z piątką z egzaminu z kultur prawnych europy, islamu i dalekiego wschodu, świadoma zagrożeń wynikających z konsumpcji fosforanów, używania plastiku i długotrwałej deprywacji snu. I mam mleko, dokładnie takie jak w kartonach ze sklepu, tylko trochę inne. Mleko. Ja.
Po drugie, moje dziecko nie je absolutnie nic innego od czterech miesięcy. Nie dość, że żyje, to jeszcze przytyło, i waży prawie dwa razy tyle, co w dniu urodzenia. Dla mnie to w pewnym sensie przedłużenie ciąży: oddycha samo, wypróżnia się samo, ale odżywiam się za nie nadal częściowo ja. Dostaje pokarm lekkostrawny, ciepły i słodki, wytworzony z krwi, bogaty we wszystkie potrzebne elementy, dopasowujący się na bieżąco do potrzeb.
Mam instagrama i jestem zwierzęciem. Jedynym gatunkiem, który utracił wiarę w moc własnego ciała. I żeby znów w nie uwierzyć musi wykonać pracę nad sobą.
Komentarze
Prześlij komentarz