Przejdź do głównej zawartości

Mleko

Karmienie piersią nieustannie mnie zdumiewa.
Po pierwsze, moje ciało robi mleko. Czujecie ten absurd? Jak krowa, koza czy inna oślica, mam w piersiach mleko, żeby karmić moje młode. Ja, czytająca książki, obcykana w kompy, z piątką z egzaminu z kultur prawnych europy, islamu i dalekiego wschodu, świadoma zagrożeń wynikających z konsumpcji fosforanów, używania plastiku i długotrwałej deprywacji snu. I mam mleko, dokładnie takie jak w kartonach ze sklepu, tylko trochę inne. Mleko. Ja.
Po drugie, moje dziecko nie je absolutnie nic innego od czterech miesięcy. Nie dość, że żyje, to jeszcze przytyło, i waży prawie dwa razy tyle, co w dniu urodzenia. Dla mnie to w pewnym sensie przedłużenie ciąży: oddycha samo, wypróżnia się samo, ale odżywiam się za nie nadal częściowo ja. Dostaje pokarm lekkostrawny, ciepły i słodki, wytworzony z krwi, bogaty we wszystkie potrzebne elementy, dopasowujący się na bieżąco do potrzeb.
Mam instagrama i jestem zwierzęciem. Jedynym gatunkiem, który utracił wiarę w moc własnego ciała. I żeby znów w nie uwierzyć musi wykonać pracę nad sobą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1

Kochana Kaczuszko, Kilka dni temu skonczyłaś dwa miesiące. Jesteś najsłodszym, najśliczniejszym dzidziusiem na świecie. Ciągle nie możemy się na Ciebie z tatą napatrzeć. Robisz różne śmieszne miny, machasz grubonikowymi nóżkami, łapiesz nieporadnie zabawki. Czasami uśmiechasz się do kogoś, albo w przestrzeń po prostu, i wszyscy miękną. A czasami płaczesz tak strasznie, tak rozpaczliwie, że płaczę razem z Tobą, chociaż generalnie Twój płacz trochę mi już spowszedniał, bo zazwyczaj wystarczy zmienić pieluchę albo Cię nakarmić. Od jakichś pięciu dni jest bardzo ciężko. Po szóstym tygodniu zaczęłaś jako-tako się stabilizować. Przesypiałaś noce z jedną pobudką, potem zauważyliśmy, że ziewasz między 20 a 21 i z...

Bliskościowe rodzicielstwo i eksploatacja pralki

Uprawiamy rodzicielstwo bliskości, chociaż nie widziałam na własne oczy książki na ten temat. To bez zmaczenia. Rodzicielstwo bliskości uprawialy też nasze mamy i babcie, na ile tylko mogły przy trzymiesięcznych macierzyńskich i zaleceniu karmienia co trzy godziny. A zatem tulimy, nosimy, nie robimy nic na gwizdek ani pod przymusem. Na zarzut przyzwyczajania do noszenia odpowiadam, że dziecko od nowości było zepsute. Nie rozumiem co złego jest w tym, że moje dziecko chce być noszone ani w tym, że je tulę i lulam. Ona jest mała tylko raz i tylko teraz jest tak naprawdę wyłącznie nasza. Już nigdy więcej. A ja się jeszcze w domu narobię, nasprzątam i nagotuję, szkoda mi czasu, skoro możemy razem leżeć na kocyku i oglądać tekturowe klocki. Dziecko od nowości też ma skrzywienie ekologiczne. Domaga się zmian ...

Trzeba to przebiedować

Takie zdanie usłyszałam dziś od kasjerki, która zwróciła uwagę na Młodą zamotaną w chuście. Trzeba przebiedować, że dziecko małe i cały czas chce na ręce, nie przesypia nocy i tak dalej. Pani nie jest w swojej opinii odosobniona; w wyjątkowo ciężkim (i cudownie słodkim!) pierwszym miesiącu życia naszej Kaczuszki uslyszalam podobne jęki ze sto razy. Jakoś to musicie przeczekać. Początek jest trudny, ale jak trochę podrośnie, będzie lepiej. Za jakiś miesiąc to zobaczysz, będzie ci jeść i spać. Ja rozumiem, że to są słowa otuchy dla ciężko załamanych, którym się świat zawalił na głowę. Ale nam się nie tyle zawalił, co na głowie stanął. Pierwsze dwa tygodnie byłam jak pijana: ze szczęścia i z miłości. Kolej...