Po ciąży została mi oponka. Wiem, że jestem i tak w dobrej sytuacji, bo przytyłam książkowo, a są dziewczyny z dwudziestoma, trzydziestoma kilogramami na plusie. Trzeba było nie słuchać, jak po połowie ciąży przebiegającej bez smaków i zachcianek usłyszałam, że przecież mam prawo mieć zachcianki, żreć lody i się nie przejmować. Szkoda, że nie zwróciłam wtedy uwagi na pociążową figurę radzącej tak dobrze. Włosy mi lecą. Rok temu z dumą patrzyłam na swoje piersi, test ołówka nie był potrzebny, żeby cokolwiek udowadniać. No cóż, obawiam się, że choć może jeszcze wrócę do poprzedniej formy, to z piersiami się nie cofnie. Mam lustro, widziałam też ostatnio zdjęcia z wakacji trzy lata temu i trochę się zdziwiłam...
nieustająca rozkmina jak działają rzeczy