Kochana Kaczuszko,
Kilka dni temu skonczyłaś dwa miesiące. Jesteś najsłodszym, najśliczniejszym dzidziusiem na świecie. Ciągle nie możemy się na Ciebie z tatą napatrzeć. Robisz różne śmieszne miny, machasz grubonikowymi nóżkami, łapiesz nieporadnie zabawki. Czasami uśmiechasz się do kogoś, albo w przestrzeń po prostu, i wszyscy miękną. A czasami płaczesz tak strasznie, tak rozpaczliwie, że płaczę razem z Tobą, chociaż generalnie Twój płacz trochę mi już spowszedniał, bo zazwyczaj wystarczy zmienić pieluchę albo Cię nakarmić.
Od jakichś pięciu dni jest bardzo ciężko. Po szóstym tygodniu zaczęłaś jako-tako się stabilizować. Przesypiałaś noce z jedną pobudką, potem zauważyliśmy, że ziewasz między 20 a 21 i zaczęliśmy tak Cię kłaść. Zaczęłaś też dostrzegać zabawki, więc można było położyć Cię na dwadzieścia minut, jeśli tylko od czasu do czasu poruszało się zabawką. Nawet zaczęłaś drzemać w ciągu dnia! I ostatnio, mniej więcej od połowy dziewiątego tygodnia mamy powrót do poprzedniego stanu. Dziecko nieodkładalne. Płaczesz cały czas, chyba, że masz w buzi pierś (czasem kwilisz też przy karmieniu). Zachowujesz się, jakby coś Cię bolało. Więc tulimy, nosimy, bujamy na piłce gimnastycznej. Było nam łatwiej na początku, ponad kilogram temu. Do tego ulewasz i wymiotujesz, co się wcześniej nie zdarzało za często. Usypiam Cię przez godzinę, czasem budzisz się w tym czasie trzy razy. Budzisz się też w nocy, na przykład o trzeciej, i zachowujesz się, jakby było rano. Podobno to normalne, skok rozwojowy. To minie, ale teraz jesteśmy wykończeni.
Tata kupił przedwczoraj aparat fotograficzny, żeby robić Ci zdjęcia. Chcemy jak najwięcej zachować z tego czasu, kiedy jesteś takim małym pędrakiem, zupełnie nieporadnym i maleńkim. Czasami się zastanawiam, jak to będzie za 20 lat, kim się staniesz, jak będziesz wyglądać, co postanowisz, co będziesz robić. Ale trochę nie mam ochoty myśleć o tym, że urośniesz, chociaż widzę, że to się dzieje właściwie każdego dnia, bo codziennie zdobywasz nową umiejętność (dzisiaj zaczęłaś przytrzymywać zabawki drugą ręką, gdy jedną wkładasz je do buzi).
Póki co leżysz obok mnie w łóżku i śpisz jak najsłodsza mała Kaczuszka, czasem tylko wydajesz jakieś śmieszne westchnienia. Ja też powinnam spać, ale te chwile, kiedy nie muszę się Tobą zajmować, a mogę się po prostu pozachwycać, są dla mnie strasznie przyjemne.
Kochamy Cię z tatą zupełnie beznadziejnie. Tata mówi, że pachniesz najpiękniej na świecie.
Uprawiamy rodzicielstwo bliskości, chociaż nie widziałam na własne oczy książki na ten temat. To bez zmaczenia. Rodzicielstwo bliskości uprawialy też nasze mamy i babcie, na ile tylko mogły przy trzymiesięcznych macierzyńskich i zaleceniu karmienia co trzy godziny. A zatem tulimy, nosimy, nie robimy nic na gwizdek ani pod przymusem. Na zarzut przyzwyczajania do noszenia odpowiadam, że dziecko od nowości było zepsute. Nie rozumiem co złego jest w tym, że moje dziecko chce być noszone ani w tym, że je tulę i lulam. Ona jest mała tylko raz i tylko teraz jest tak naprawdę wyłącznie nasza. Już nigdy więcej. A ja się jeszcze w domu narobię, nasprzątam i nagotuję, szkoda mi czasu, skoro możemy razem leżeć na kocyku i oglądać tekturowe klocki. Dziecko od nowości też ma skrzywienie ekologiczne. Domaga się zmian ...
Komentarze
Prześlij komentarz