Przejdź do głównej zawartości

#1

Kochana Kaczuszko,
Kilka dni temu skonczyłaś dwa miesiące. Jesteś najsłodszym, najśliczniejszym dzidziusiem na świecie. Ciągle nie możemy się na Ciebie z tatą napatrzeć. Robisz różne śmieszne miny, machasz grubonikowymi nóżkami, łapiesz nieporadnie zabawki. Czasami uśmiechasz się do kogoś, albo w przestrzeń po prostu, i wszyscy miękną. A czasami płaczesz tak strasznie, tak rozpaczliwie, że płaczę razem z Tobą, chociaż generalnie Twój płacz trochę mi już spowszedniał, bo zazwyczaj wystarczy zmienić pieluchę albo Cię nakarmić.
Od jakichś pięciu dni jest bardzo ciężko. Po szóstym tygodniu zaczęłaś jako-tako się stabilizować. Przesypiałaś noce z jedną pobudką, potem zauważyliśmy, że ziewasz między 20 a 21 i zaczęliśmy tak Cię kłaść. Zaczęłaś też dostrzegać zabawki, więc można było położyć Cię na dwadzieścia minut, jeśli tylko od czasu do czasu poruszało się zabawką. Nawet zaczęłaś drzemać w ciągu dnia! I ostatnio, mniej więcej od połowy dziewiątego tygodnia mamy powrót do poprzedniego stanu. Dziecko nieodkładalne. Płaczesz cały czas, chyba, że masz w buzi pierś (czasem kwilisz też przy karmieniu). Zachowujesz się, jakby coś Cię bolało. Więc tulimy, nosimy, bujamy na piłce gimnastycznej. Było nam łatwiej na początku, ponad kilogram temu. Do tego ulewasz i wymiotujesz, co się wcześniej nie zdarzało za często. Usypiam Cię przez godzinę, czasem budzisz się w tym czasie trzy razy. Budzisz się też w nocy, na przykład o trzeciej, i zachowujesz się, jakby było rano. Podobno to normalne, skok rozwojowy. To minie, ale teraz jesteśmy wykończeni.
Tata kupił przedwczoraj aparat fotograficzny, żeby robić Ci zdjęcia. Chcemy jak najwięcej zachować z tego czasu, kiedy jesteś takim małym pędrakiem, zupełnie nieporadnym i maleńkim. Czasami się zastanawiam, jak to będzie za 20 lat, kim się staniesz, jak będziesz wyglądać, co postanowisz, co będziesz robić. Ale trochę nie mam ochoty myśleć o tym, że urośniesz, chociaż widzę, że to się dzieje właściwie każdego dnia, bo codziennie zdobywasz nową umiejętność (dzisiaj zaczęłaś przytrzymywać zabawki drugą ręką, gdy jedną wkładasz je do buzi).
Póki co leżysz obok mnie w łóżku i śpisz jak najsłodsza mała Kaczuszka, czasem tylko wydajesz jakieś śmieszne westchnienia. Ja też powinnam spać, ale te chwile, kiedy nie muszę się Tobą zajmować, a mogę się po prostu pozachwycać, są dla mnie strasznie przyjemne.
Kochamy Cię z tatą zupełnie beznadziejnie. Tata mówi, że pachniesz najpiękniej na świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak przyszłaś na świat

Kochana Kaczuszko! Rok temu mniej więcej o tej porze, po dwóch dniach szykowania się, postanowiłaś opuścić statek-matka i wylądować na tej planecie. Był ciepły, ale nie upalny, czerwcowy wieczór; akurat trwało Boże Ciało, a śpiewająca procesja przeszła nieco wcześniej pod naszym blokiem. Byliśmy tam w czwórkę, ja, Tata, położne Wiola i Beata. Ja nie spałam od wielu, wielu godzin, bo Twoje przyjście na świat zwiastowały mocne skurcze od wieczoru wcześniej. Udawało mi się tylko troszkę zdrzemnąć w przerwach. Tata zmęczony po całym dniu, Wiola, która wieczorem nas zbadała i poszła spać, a przyjechała o piątej rano, bo ją o to poprosiłam, tak mocno bolało. I Beata, która wkroczyła na sam koniec, i dodała nam wszystkim energii na długie ostatnie chwi...

Dieta matki karmiącej

Pobudka, już ósma! Śniadanie: dwie kromki z masłem i czymś co znajdę w lodówce. Drugie śniadanie: nektarynka. Przekąska: baton albo lody na patyku złapane w biegu na zakupach. Szybko, póki drzemka trwa. O siedemnastej obiad: zupa jarzynowa. Miało być coś więcej, ale już po drzemce. Kolacja: kanapki, kanapki, kanapki. To nic, że zaraz idę spać, padam na twarz z głodu. Rozbawiają mnie zalecenia ekspertów od małych dzieci. Karm noworodka co trzy godziny, licząc od początku karmienia. Musisz go budzić, bo inaczej umrze. Notuj godziny karmień, bo po trzech dniach sama nie będziesz wiedzieć o której karmiłaś i którą piersią. Noworodek ma prawo wisieć 40 minut na piersi, to normalne. 12 karmień na dobę - to normalne. Zapomnij o smoczku, bo zniszczysz sobie laktację. Bolą cię brodawki - to no...