Takie zdanie usłyszałam dziś od kasjerki, która zwróciła uwagę na Młodą zamotaną w chuście. Trzeba przebiedować, że dziecko małe i cały czas chce na ręce, nie przesypia nocy i tak dalej. Pani nie jest w swojej opinii odosobniona; w wyjątkowo ciężkim (i cudownie słodkim!) pierwszym miesiącu życia naszej Kaczuszki uslyszalam podobne jęki ze sto razy.
Jakoś to musicie przeczekać.
Początek jest trudny, ale jak trochę podrośnie, będzie lepiej.
Za jakiś miesiąc to zobaczysz, będzie ci jeść i spać.
Ja rozumiem, że to są słowa otuchy dla ciężko załamanych, którym się świat zawalił na głowę. Ale nam się nie tyle zawalił, co na głowie stanął. Pierwsze dwa tygodnie byłam jak pijana: ze szczęścia i z miłości. Kolejny miesiąc też ledwie pamiętam. Każdego dnia myślałam, że trzeba dobrze spędzić czas i nasycić się tym, co jest. Jak dziecko ma dwadzieścia sześć dni, to naprawdę czuje się, że dzień dwudziesty siódmy w jego życiu jest tylko raz.
Jak ja mam przebiedowywać ten okres, kiedy Kaczuszka jest mała, skoro sama (no okej, nie do końca) zaplanowałam, że się pojawi? Czy naprawdę ludzie robią sobie dzieci, żeby odliczać dni do ich wyprowadzki? Miłość, niestety-stety, to niekończąca się praca, która frustruje i męczy, ale przecież jest słodka. A jak ktoś się nie chce zmęczyć, niech najlepiej z nudów zdechnie nie wychodząc z łóżka.
Komentarze
Prześlij komentarz