Po ciąży została mi oponka. Wiem, że jestem i tak w dobrej sytuacji, bo przytyłam książkowo, a są dziewczyny z dwudziestoma, trzydziestoma kilogramami na plusie. Trzeba było nie słuchać, jak po połowie ciąży przebiegającej bez smaków i zachcianek usłyszałam, że przecież mam prawo mieć zachcianki, żreć lody i się nie przejmować. Szkoda, że nie zwróciłam wtedy uwagi na pociążową figurę radzącej tak dobrze.
Włosy mi lecą. Rok temu z dumą patrzyłam na swoje piersi, test ołówka nie był potrzebny, żeby cokolwiek udowadniać. No cóż, obawiam się, że choć może jeszcze wrócę do poprzedniej formy, to z piersiami się nie cofnie. Mam lustro, widziałam też ostatnio zdjęcia z wakacji trzy lata temu i trochę się zdziwiłam swoją sylwetką na tych zdjęciach. A jeszcze bardziej ówczesnymi kompleksami na punkcie figury.
Wiem jak wyglądam. Mój mąż nie omieszkał tego skomentować, jakby sam nie rozwinął ciążowych kształtów.
Ale uważam, że moje ciało jest piękne, silne i zdrowe. Urodzenie dziecka było ogromnym wysiłkiem i wielką niewiadomą. Kiedy się zaczęło, straciłam całkowicie zdolność wysnuwania logicznych wniosków. Był ból i był instynkt. I moje ciało, które przez poprzednie miesiące tłoczyło krew bogatą w tlen i pokarm do innego ciała; które pobierało wszystkie składniki w przewidzianej dla dwojga dawce, a potem usuwało dodatkową dawkę odpadów; które rosło, pęczniało, dodawało tkanek i ścieśniało własne organy, żeby zrobić miejsce innemu, to ciało urodziło zdrowe, duże niemowlę. Niemowlę zapłakało, zrobiło pierwszą kupkę, utuliło się na mojej piersi i jeszcze przez krótką chwilę dostawało składniki odżywcze przez pępowinę.
Nic, co w mózgu ludzkie, nie mogło kontrolować tego procesu. On się stał sam, poza wszystkimi lekturami na temat porodu, poza wiedzą i intelektem. I jeśli moje ciało ma taką moc, żeby z dwóch dobrze odżywianych komórek powstało dziecko, które ma dwoje bystrych oczu, różowy języczek i paznokcie u stóp, to naprawdę należy mu się szacunek. Kocham je za tę sprawność z jaką działa bez mojej wiedzy i kontroli.
Czuję bardzo głęboko, że jest piękne, nawet, jeśli to wszystko trochę je zużyło. Cóż, ciało tak czy inaczej się zużywa. Gdybym obserwowała to jako skutki imprezowego tybu życia albo stresu w pracy, pewnie byłoby mi przykro. A teraz myślę, że to po prostu zmiany, a ich powód najzupełniej wynagradza wszystko.
Komentarze
Prześlij komentarz