Przejdź do głównej zawartości

Jak zrzucić brzuch w tydzień nie wychodząc z domu

Po ciąży została mi oponka. Wiem, że jestem i tak w dobrej sytuacji, bo przytyłam książkowo, a są dziewczyny z dwudziestoma, trzydziestoma kilogramami na plusie. Trzeba było nie słuchać, jak po połowie ciąży przebiegającej bez smaków i zachcianek usłyszałam, że przecież mam prawo mieć zachcianki, żreć lody i się nie przejmować. Szkoda, że nie zwróciłam wtedy uwagi na pociążową figurę radzącej tak dobrze.
Włosy mi lecą. Rok temu z dumą patrzyłam na swoje piersi, test ołówka nie był potrzebny, żeby cokolwiek udowadniać. No cóż, obawiam się, że choć może jeszcze wrócę do poprzedniej formy, to z piersiami się nie cofnie. Mam lustro, widziałam też ostatnio zdjęcia z wakacji trzy lata temu i trochę się zdziwiłam swoją sylwetką na tych zdjęciach. A jeszcze bardziej ówczesnymi kompleksami na punkcie figury.

Wiem jak wyglądam. Mój mąż nie omieszkał tego skomentować, jakby sam nie rozwinął ciążowych kształtów.

Ale uważam, że moje ciało jest piękne, silne i zdrowe. Urodzenie dziecka było ogromnym wysiłkiem i wielką niewiadomą. Kiedy się zaczęło, straciłam całkowicie zdolność wysnuwania logicznych wniosków. Był ból i był instynkt. I moje ciało, które przez poprzednie miesiące tłoczyło krew bogatą w tlen i pokarm do innego ciała; które pobierało wszystkie składniki w przewidzianej dla dwojga dawce, a potem usuwało dodatkową dawkę odpadów; które rosło, pęczniało, dodawało tkanek i ścieśniało własne organy, żeby zrobić miejsce innemu, to ciało urodziło zdrowe, duże niemowlę. Niemowlę zapłakało, zrobiło pierwszą kupkę, utuliło się na mojej piersi i jeszcze przez krótką chwilę dostawało składniki odżywcze przez pępowinę.
Nic, co w mózgu ludzkie, nie mogło kontrolować tego procesu. On się stał sam, poza wszystkimi lekturami na temat porodu, poza wiedzą i intelektem. I jeśli moje ciało ma taką moc, żeby z dwóch dobrze odżywianych komórek powstało dziecko, które ma dwoje bystrych oczu, różowy języczek i paznokcie u stóp, to naprawdę należy mu się szacunek. Kocham je za tę sprawność z jaką działa bez mojej wiedzy i kontroli.

Czuję bardzo głęboko, że jest piękne, nawet, jeśli to wszystko trochę je zużyło. Cóż, ciało tak czy inaczej się zużywa. Gdybym obserwowała to jako skutki imprezowego tybu życia albo stresu w pracy, pewnie byłoby mi przykro. A teraz myślę, że to po prostu zmiany, a ich powód najzupełniej wynagradza wszystko.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1

Kochana Kaczuszko, Kilka dni temu skonczyłaś dwa miesiące. Jesteś najsłodszym, najśliczniejszym dzidziusiem na świecie. Ciągle nie możemy się na Ciebie z tatą napatrzeć. Robisz różne śmieszne miny, machasz grubonikowymi nóżkami, łapiesz nieporadnie zabawki. Czasami uśmiechasz się do kogoś, albo w przestrzeń po prostu, i wszyscy miękną. A czasami płaczesz tak strasznie, tak rozpaczliwie, że płaczę razem z Tobą, chociaż generalnie Twój płacz trochę mi już spowszedniał, bo zazwyczaj wystarczy zmienić pieluchę albo Cię nakarmić. Od jakichś pięciu dni jest bardzo ciężko. Po szóstym tygodniu zaczęłaś jako-tako się stabilizować. Przesypiałaś noce z jedną pobudką, potem zauważyliśmy, że ziewasz między 20 a 21 i z...

Bliskościowe rodzicielstwo i eksploatacja pralki

Uprawiamy rodzicielstwo bliskości, chociaż nie widziałam na własne oczy książki na ten temat. To bez zmaczenia. Rodzicielstwo bliskości uprawialy też nasze mamy i babcie, na ile tylko mogły przy trzymiesięcznych macierzyńskich i zaleceniu karmienia co trzy godziny. A zatem tulimy, nosimy, nie robimy nic na gwizdek ani pod przymusem. Na zarzut przyzwyczajania do noszenia odpowiadam, że dziecko od nowości było zepsute. Nie rozumiem co złego jest w tym, że moje dziecko chce być noszone ani w tym, że je tulę i lulam. Ona jest mała tylko raz i tylko teraz jest tak naprawdę wyłącznie nasza. Już nigdy więcej. A ja się jeszcze w domu narobię, nasprzątam i nagotuję, szkoda mi czasu, skoro możemy razem leżeć na kocyku i oglądać tekturowe klocki. Dziecko od nowości też ma skrzywienie ekologiczne. Domaga się zmian ...

Trzeba to przebiedować

Takie zdanie usłyszałam dziś od kasjerki, która zwróciła uwagę na Młodą zamotaną w chuście. Trzeba przebiedować, że dziecko małe i cały czas chce na ręce, nie przesypia nocy i tak dalej. Pani nie jest w swojej opinii odosobniona; w wyjątkowo ciężkim (i cudownie słodkim!) pierwszym miesiącu życia naszej Kaczuszki uslyszalam podobne jęki ze sto razy. Jakoś to musicie przeczekać. Początek jest trudny, ale jak trochę podrośnie, będzie lepiej. Za jakiś miesiąc to zobaczysz, będzie ci jeść i spać. Ja rozumiem, że to są słowa otuchy dla ciężko załamanych, którym się świat zawalił na głowę. Ale nam się nie tyle zawalił, co na głowie stanął. Pierwsze dwa tygodnie byłam jak pijana: ze szczęścia i z miłości. Kolej...